czwartek, 9 listopada 2017

Miraculum Rozdział XXXIII

- To... to niemożliwe!- zawołała Biedronka.
Zniszczenie siatki, oznaczało to, że nie mogła użyć zaklęcia "Niezwykłej Biedronki". Nie mogła przywrócić wszystkiego do normalności!
- Ha! Teraz mnie nie pokonacie!- wrzasnęła Lodołamaczka celując w bohaterkę.
Czarny Kot zasłonił swoją partnerkę niemal tuż przed uderzeniem lodowego lasera. W ten sposób oboje znaleźli się w środku mroźnej bryły. Wrona zastygła w miejscu, patrząc na przyjaciół. 
- Nieeee!!!
Uderzyła dłonią w ścianę i usiłowała ją rozpuścić, ale nie była w stanie tego zrobić.
- Dlaczego?
- Wzmocniłam nieco mój atak.- wyjaśniła przeciwniczka.- Teraz nie będziesz w stanie ich uwolnić.
- Po co to robisz?- spytała, czując jak gorąca łza spływa jej po policzku.
Szybko ją starła.
- Po co?- zaśmiała się.- Po co? Ponieważ chcę żeby inni też poczuli jak to jest kogoś stracić!
- Stracić?- wyprostowała się i spojrzała na nią gniewnie.
- Przez to, że Chloe mnie ośmieszyła rzucił mnie chłopak! Powiedział, że nie chce chodzić z klaunem! Nie wiesz jak to jest...
- Zamknij się!- warknęła na nią słabo.
- Co takiego?- spytała zaskoczona.
- Powiedziałam... zamknij się!!- zawołała tym razem głośniej.- "Rzucił mnie chłopak!?" "Chloe zrobiła ze mnie pośmiewisko!?"- przedrzeźniała ją.- To są twoje argumenty? To jest twój powód by robić to wszystko?!- znów poczuła ciepło łez na policzkach, ale tym razem pozwoliła im płynąć.- Masz racje, nie wiem jak to jest... ale nie uważasz, że twój motyw jest z lekka przyziemny? Każdego to mogło spotkać, ale wiesz co...- otarła lekko twarz.- ... właśnie zamroziłaś moich najlepszych przyjaciół. Uświadomiłaś mi, że przez to co robią, przez ratowanie Paryża, mogę ich stracić, raz i na zawsze!- odetchnęła starając się uspokoić.- Tylko jest między nami zasadnicza różnica... Ty nie wiesz co oznacza słowo "stracić" lub "być samotnym", odmiennym, wręcz dziwnym. Zawsze masz kogoś kto pomoże ci w trudnej chwili.- spojrzała na nią stanowczo.- I chyba czas ci o tym przypomnieć...
Lodołamaczka na te słowa podniosła swoją broń. W tym samym momencie Wrona pochyliła się i nagle zniknęła. Zdezorientowana przeciwniczka rozejrzała się wokoło. Wtedy heroska pojawiła się tuż przed nią.
- Za wolno...- prychnęła i wbiła swoją dłoń w jej wodny brzuch.
Chwyciła znajdujące się w nim zdjęcie i ostro wyciągnęła rękę z powrotem.
- Oddawaj!- wrzasnęła przeciwniczka z furią, rzucając się po swoją własność.
Wrona szybko wzbiła się w powietrze z dala od jej zasięgu. Lodołamaczka ustawiła swoją bazukę i zaczęła natarczywie strzelać w jej stronę. Zwinnie omijała jej ataki, ale w pewnym momencie cały świt zawirował jej przed oczami. Dziwne szmery dobiegły jej myśli, a oczy przysłoniła niematerialna mgła. Zamrugała szybko i pokręciła głową, próbując przywrócić zmysły do normalności. Gdy jej się udało zauważyła, że prosto na nią leci kolejna salwa lodowych laserów. Dobry refleks pozwolił jej uniknąć tylko części z nich. Mroźny pocisk trafił jej prawe skrzydło. Przenikliwe zimno na chwilę zaćmiło jej umysł i nie pozwoliło zauważyć, że zaczęła gwałtownie pikować w dół. Poczuła jak jej lewe skrzydło uderza o ziemie i jak jej krucze lotki zostają gdzieś w tyle. Przeciwniczka zeskoczyła z dachu, po czym podeszła do Wrony, która leżała na ulicy. Mnóstwo ludzi wbijało w nią wzrok, czekając, aż w końcu wstanie. Podniosła się na pięściach, po czym zdołała jedynie usiąść.
- Hahaha!- zaśmiała się Lodołamaczka.- Przegrałaś! Teraz oddaj zdjęcie!
Lekko odurzona heroska spojrzała na swoje zamarznięte skrzydło, potem na wstrząśnięte twarze osób stojących na ulicy, a następnie na dach. Spuściła głowę i odezwała się:
- Hehe...- zachichotał, narzucając na twarz szyderczy uśmiech.- Coś mi się zdaję, że się mylisz.- spojrzała na nią.- Bardzo mnie cieszy, że to już wreszcie koniec.
- Nie gadaj bzdur!- warknęła i sięgnęła po zdjęcie, które Wrona wciąż ściskała w dłoni.
W tym samym momencie stalowy kij zagrodził jej drogę.
- Co?!- odwróciła się.
- Nie tak szybko Królowo Śniegu!- zadrwił Czarny Kot.
- A-Ale jak?!- zawołała zaskoczona, i odwróciła się by zaatakować bohatera.
Ten zgrabnie wykonał salto w tył i z gracją wylądował tuż u boku Biedronki, która z nieco mokrymi włosami energicznie kręciła swoim jo-jo.
- Sądziłaś, że nie będę w stanie ich odmrozić jednym uderzeniem?- spytała Wrona, zmuszając w ten sposób przeciwniczkę by znów na nią spojrzała.- Świat jeszcze nie poznał moich możliwości.- dotknęła swojego zamarzniętego skrzydła i rozpuściła spoczywający na nim lód.
Lekko nim trzepnęła, zrzucając kropelki wody. Dmuchnęła na swój palec jakby była to rozgrzana spluwa, po czym zamachnęła się i zgniecione zdjęcie pofrunęło wprost w ręce Biedronki.
- Koniec twoich rządów mała Akumo! Pora wypędzić złe moce!- zamachnęła się swoim jo-jo i złapała w nie motyla.- Mam cie!- po czym otworzyła je i pożegnała.- Pa pa miły motylku!
Odruchowo chciała użyć "Niezwykłej Biedronki", ale przypomniała sobie, że jej "Szczęśliwy Traf" został zniszczony. Podeszła więc do Kota i przybiła z nim standardowego "żółwika".
- Zaliczone!- powiedzieli razem.
Zdezorientowana, pokonana dziewczyna usiadła na ziemi i rozejrzała się dookoła.
- Co się stało?- spytała, pocierając tył głowy.
- Zostałaś zakumatyzowana, ale jest już po wszystkim.- odpowiedział jej Czarny Kot.
- Em...- wymamrotała, po czym zaczęła czegoś panicznie szukać w kieszeniach. 
Jej wzrok zatrzymał się na leżącym na ulicy podartym zdjęciu. Podeszła i zaczęła je oglądać. Za chwilę miała już zaszklone oczy, a łzy płynęły wolno po policzkach.
- Zdjęcie z naszej pierwszej randki...- wymamrotała.
Przycisnęła kawałki do siebie i skuliła się. Obserwowali ją chwilę w ciszy.
- Biedrona, a co jak zostanie ponownie zaatakowana?- szepnął bohater.- Trzeba by ją jakoś delikatnie uspokoić...
Heroska zastanowiła się przez moment, następnie skinąwszy głową na partnera, podeszła do dziewczyny.
- Jak masz na imię?- spytała przymilnie, kucając przy niej.
- Wendy...
- Więc Wendy, spodziewam się, że to zdjęcie było naprawdę ważne.
- Z naszej pierwszej randki...- chlipała.
- To... może zróbcie nowe?
- Nie możemy...- zaczęła płakać mocniej.- ...zerwaliśmy.
- Wybacz nie wiedziałam.- odparła nieco zakłopotana.
- Hm... nie martw się tym.- odezwała się Wrona.- Wiesz czasem, najlepiej jest się nad czymś zastanowić, a nie od razu rozczulać.- jej prawe skrzydło delikatnie opatuliło dziewczynę.- Najważniejsze jest sobie zadać pytanie: Co mogę z tym zrobić? i Jak to zrobić? Jeśli znasz na to odpowiedź to dalej już droga wolna.- delikatnie otarła jej łzy.- I pamiętaj... nie jesteś ze wszystkim sama... poza tym myślę, że ten chłopak szybko pożałuje swojej decyzji albo zwyczajnie nie był ciebie wart, bo jesteś na prawdę wspaniała.
- Czemu tak sądzisz? Przecież nawet mnie nie znasz...- pociągnęła nosem.
- Owszem, ale wiem co widziałam.- zaśmiała się.- Możesz mi wierzyć lub nie, ale nieźle skopałaś na tyłki... no właściwie mi.- Wendy opuściła zawstydzona twarz, a Wrona zacieśniła na niej swoje skrzydło.- Może wstaniemy już z tej ziemi? Bo zachorujesz.
Dziewczyna z chwilowym wahaniem kiwnęła głową i podniosła się, a za nią i skrzydlata bohaterka.
- Dziękuję.- wyszeptała.
- Od czego są przyjaciele?- uśmiechnęła się słodko.
Wendy rozpromieniła się, po czym pożegnała i pobiegła w swoją stronę.
- Brawo!- pochwali przyjaciółkę Kot.
- Dzięki.- zaśmiała się cicho.- Ale wiecie, to była wyczerpująca walka.- powiedziała, zataczając się lekko w tył.
Złapali ją i podtrzymali. Zauważyli, że nie wygląda najlepiej, a zwłaszcza jej pozbawione lotek lewe skrzydło, które trzymała przyciśnięte tuż przy ciele. Zabrzmiały ich miracula.

Magiczna liczba, tak fajnie wygląda... 33. No nieźle, jakoś te rozdziały lecą. Hehe, dziękuje, że tyle wytrzymaliście z moim pianiem. Z góry przepraszam za błędy itd.
~Psycha~

czwartek, 19 października 2017

Miraculum Rozdział XXXII

Przebiegł ją lodowaty dreszcz. I nie tylko ze strachu. W sali było tak zimno, że cała się trzęsła, a biały obłoczek wydobywał się z jej ust przy każdym wydechu. Przetarła oczy, myśląc, że to tylko nowa wersja jej koszmarów, ale obraz nie zniknął. Wszyscy... każdy bez wyjątku... zamknięci byli w lodowych bryłach. Łzy napłynęły do jej oczu, gdy w takim stanie znalazła również Adriana i Marinette. Podbiegła do nich i desperacko zaczęła uderzać w ściany. Serce waliło jej niczym młot.
- "Przecież ta dwójka miała być dziś tak szczęśliwa!"- wołała w myślach.
Przyłożyła dłoń do lodowego bloku, przesuwając po nim odrętwiałe. Wbiła spojrzenie w oczy, zamrożonych przyjaciół. Uśmiechnęła się smutno.
- Nie martwcie się.- powiedziała, starając się w ten sposób pocieszyć samą siebie.- Wymyślę coś. Obiecuję!
Wtedy nagle zrozumiała, że ktoś się w nią wpatruje. I na pewno nie był to przyjaciel. Odwróciła się gwałtownie i rozejrzała wokoło. W końcu dopatrzyła się osoby, która prawdopodobnie była powodem całego zamieszania.
- Nie sądzę.- odezwała się do Edith.- Za momencik do nich dołączysz!
Wymierzyła w nią jaskrawo niebieską bronią, wyglądem przypominająca ogromną bazukę, której drugi koniec ciężko spoczywał na ramieniu postaci. Ona sama wydawała się jakaś mglista, nierealna. Przez jej szklistą, błękitną skórę, Edith niemal mogłaby zobaczyć przedmioty znajdujące się za nią. Jej twarz zakrywała granatowa maska, nogi ukryte były w wysokich butach na obcasie, również w tym kolorze. Nieco jaśniejszy top zasłaniał, tę część osoby, która definitywnie wskazywała na to, że jest ona dziewczyną; krótka spódniczka falowała, przy każdym jej ruchu. Dziewczyna roześmiała się drwiąco.
- Nie uciekniesz!
Czarnowłosa zacisnęła pięści. Była zła... piekielnie wściekła! Miała już dość koszmarów, dość głupkowatych kawałów Chloe, dość łez Marinette, dość smutku przyjaciół, dość Akum, dość Władcy Ciem... dosyć ukrywania! Odpowiedziała grożącej jej napastniczce, swoim niezawodnym szyderczym uśmiechem. Przeciwniczka nieco się zdziwiła i zawahała, spuszczając broń.
- Ależ przecież...- zaczęła przeraźliwie zgryźliwym tonem.-... ja wcale nie mam zamiaru uciekać... Ba! Jestem dokładnie tam gdzie być powinnam.- chłód bijący od jej, błękitnych tęczówek, przyćmiewał zimno, które zapanowało w sali.
Zdezorientowana, zaakumatyzowana dziewczyna, wycelowała w nią i krzycząc, wystrzeliła w nią mroźny laser. Edith stała w bezruchu, aż do momentu przed uderzeniem. Wtedy wyciągnęła rękę przed siebie. Strzał uderzył w nią z potężną siłą, zalewając otoczenie oślepiającym blaskiem. Przeciwniczka zaśmiała się, uszczęśliwiona wygraną, ale gdy pył opadł, czarnowłosa nadal stała w tym samym miejscu, niezamrożona i rześka. Strzepała kropelki wody, które osiadły jej na ręce. Potem odetchnęła i uśmiechnęła się przymilnie.
- Kim ty jesteś?!- spytała przestraszona.
- KIM?- odparła pytaniem na pytanie, po czym zaśmiała się uroczo.- Kimś kogo właśnie zaczęłaś się bać.
Odwróciła się, skupiła swoją moc, a potem wysłała w stronę zamrożonych uczniów potężny podmuch gorącego powietrza. Bryły zaczęły szybko się topić.
- Jak ty...?- zaczęła.
Wtedy Edith w delikatnym promiennym blasku nałożyła na siebie swój fioletowy kostium i maskę.
- TY...!- zawołała zszokowana.- JESTEŚ WRONĄ...!
- Miło mi.- dygnęła leciutko i wzbiła się w powietrze na swoich skrzydłach.- A twoje iimię?
Dziewczyna, odskoczyła w tył, a następnie przyjmując dumną pozę powiedziała:
- Jestem Lodołamaczka!! Sprawie, że wszystkim zmrozi krew w żyłach. Każdy pozna jak to jest przemarznąć do kości! A zwłaszcza Chloe Bourgeois!
Czarnowłosa uderzyła otwartą dłonią w swoje czoło.
- Że serio? Znowu Chloe? No zlitujcie się!- krzyknęła w górę.
Nagle poczuła lekkie uszczypnięcie w kark, a chwilę po tym nad jej prawym skrzydłem przeskoczyła Biedronka, lądując za plecami wroga. Moment później dołączył do niej Czarny Kot z chytrym uśmieszkiem.
- Wybacz, że tyle nam to zajęło.- zawołał.- Wystąpiły drobne komplikacje...
- Wielkości bryłki lodu, ale całkiem szybko się rozpuściły.- wtrąciła mu się bohaterka.
- Ocho! Widzę, że komuś tu humorek dopisuje.- powiedziała do nich.- W takim razie przekazuje ci sopel Biedrona.
- Dzięki!- rozejrzała się odrobinę.- Wyciągnij ją jakoś ze szkoły!
Kiwnęła na Kota, dając mu tym samym znak, aby poszedł za nią. Wybiegli z budynku, ale Wrona zdążyła dojrzeć zmartwiony wyraz twarzy bohatera. To nie wróżyło nic dobrego.
Alya wyciągnęła swój telefon i zaczęła nagrywać, natomiast reszta osób uciekła w popłochu. Lodołamaczka, wymierzyła w nią swój pocisk, niemal natychmiast oddając strzał. Wrona zapikowała w dół i w ostatniej chwili odparła atak.
- Słuchaj...- zwróciła się do reporterki.- Mogłabyś się stąd zmyć? Nikt nie chcę, żeby stała ci się krzywda.
Zaskoczona dziewczyna, uśmiechnęła się promiennie i zawołała:
- O matko! Pierwszy raz mam tak bliskie nagranie Wrony!- podskoczyła radośnie.
- Ech...- odparła tamta przewracając oczami.- A ta jak zwykle swoje...
Wróciła do swojej przeciwniczki. Zebrała w sobie sporo energii, po czym ruszyła na nią z zawrotną szybkością. Zaatakowała ją salwą ciosów pięściami, ale nie odniosło to zbytniego skutku, gdyż jej wodne ciało całkowicie niwelowało uderzenia. Wróg zaśmiał się jej w twarz:
- Hahaha... i co? Co teraz zrobisz?
Odskoczyła, od niej, a następnie obdarowała ją szyderczym uśmiechem.
- Coś się wymyśli...- odpowiedziała, równocześnie rozkładając skrzydła na całą ich szerokość.
Odchyliła je w tył, po czym wzięła mocny zamach i uderzyła nimi w powietrze. Podmuch, powalił Lodołamaczke, ale jego siła była tak wielka, że za chwilę dziewczyna, podrzucona do góry, wypadła w raz z nim przez frontowe drzwi. Zatrzymała się dopiero, gdy na drodze stanął jej dach jakiegoś budynku. Wstała chwiejnie, łapiąc wolno równowagę. Przed nią stanęli Biedronka i Czarny Kot.
- Nie pokonacie mnie!- wrzasnęła, strzelając w nich swoim lodowym laserem.
Uskoczyli w bok, przeturlali się po dachu i znów stanęli na równe nogi.
- Jeszcze zobaczymy!- odparła bohaterka, a za jej plecami wylądowała Wrona, zwijając skrzydła najciaśniej jak potrafiła.
- Ha! Niby jak?- odpowiedziała, ze spanikowanym wyrazem twarzy.- Nie możesz mnie nawet dotknąć!
- Kocie...?- zwróciła się do partnera.
- Ma się rozumieć Moja Kochana...- zawtórował.
- Szczęśliwy Traf!!!
- Kotakilzm!!!
Czarny Kot ruszyła na przeciwniczkę, a w tym samym czasie w ręce Biedronki wpadła siatka.
- Hę? Co mam z tym zrobić? Przecież ona z łatwością przez to przeniknie.
Rozejrzała się wokoło, a jej wzrok przykuł drobny przedmiot unoszący się we wnętrzu Lodołamaczki.
- Zdjęcie...?- nagle ją olśniło.- Przedmiot Akumy!
Bohater zdążył dotrzeć do wroga. Już miał atakować, gdy w ostatnim momencie zwąchał się, dając przeciwniczce szansę na kontratak. Chwyciła go za nadgarstek, pociągnęła i przerzucając go przez ramie, rzuciła nim w stronę Biedronki. Nie mogąc nic zrobić, Kot wpadł na Swoją Kochaną, niszcząc przy tym Kotaklizmem siatkę, którą trzymała w ręku. Przedmiot rozpadł się na drobny pył, po czym jego resztki całkowicie zniknęły niesione delikatną bryzą.
- To... to niemożliwe!- szepnęła, wbijając wzrok w oddalający się proch.




Takie małe image dla szyderczego uśmiechu Edith, no i znów sorki za zwłokę.


czwartek, 31 sierpnia 2017

Mamy dla was nowość!

Stworzyłyśmy dla was stronę na Facebook'u, żebyście szybciej dostawali informacje o nowych rozdziałach i innych.
Trzymajcie linka!
https://www.facebook.com/PsychaFresa.bloggers/

poniedziałek, 31 lipca 2017

Miraculum Rozdział XXXI

Chloe jak tylko dowiedziała się o tym, że Adrian zaprosił na zabawę tą niedorobioną, niezdarną, niby projektantkę zamiast niej, zaczęła knuć plan zemsty. Musiało być to coś tak okrutnego i coś tak upokarzającego, że ta już nigdy nie będzie w stanie spojrzeć na "jej" Adrianka! Prze nigdy! W głowie zaświtał jej doskonały pomysł, może niezbyt wyszukany, ale skuteczny. W dniu imprezy nakazała Sabrinie stanąć z wiadrem lodowatej wody nad miejscem do zdjęć i wylać jego zawartość, gdy tylko pojawi się tam Marinette. Ze sporymi oporami, dziewczyna wykonała polecenie i teraz Mari stała, przemoczona do suchej nitki, zalana łzami, okrążona przez śmiechy rówieśników.
* * *
Edith usłyszała huk, przypominający wodną kaskadę. Jej serce zabiło szybciej, gdy usłyszała tłumione śmiechy. Miała złe przeczucie... Bardzo złe. Zapominając o uśmiechu i miłym zachowaniu zaczęła się przedzierać przez tłum uczniów, próbując dotrzeć do centrum zamieszania. W końcu dostrzegła mokrą, zapłakaną Marinette, którą próbował pocieszyć Adrian. Wszyscy wokół tylko patrzyli i chichotali. Prędko rozejrzała się rozgoryczona za przyczyną tej sytuacji. Dostrzegłszy Sabrinę na piętrze z wiadrem, zakipiała w niej wściekłość. Któż inny do jasnej anielki mógłby to zrobić jak nie Chloe!! Przecież to było do przewidzenia! Dlaczego ich nie pilnowała! Tracąc nad sobą kontrole nawet nie zauważyła skrzenia własnej dłoni, cały świat zamazywała jej furia. Czuła pulsujący ból w skroni... Negatywne emocje... Ale dlaczego nie słabła? Mistrz się pomylił? Niemożliwe..!
- Edith... twoja ręka...- usłyszała za sobą głos Alyi.
Spojrzała na swoje dłonie i widząc co się dzieje wzięła głęboki wdech by się uspokoić, po czym odwróciła się do przyjaciółki pokazując je, nakładając na twarz grymas niezrozumienia.
- Co z nimi?
Chwilę nie odpowiadała, wwiercając się wzrokiem tam, gdzie mogła przysiądź, tlił się ogień.
- Wydawało mi się... chyba...- mruknęła.
- Ym... ok.- odparła.
Reporterka najwyraźniej nie zauważyła jeszcze w jakiej sytuacji jest Mari, więc czarnowłosa wycofała się tak by jej na to nie pozwolić. Wiedziała, że czasem pod wpływem emocji może zrobić głupstwa. Dotarła kilkoma szybkimi susami do granatowowłosej, chwyciła jej nadgarstek i pociągnęła za sobą do toalety. Zdezorientowany Adrian podążył za nimi.
- Edith... co robisz?- spytała drżącym od płaczu głosem Marinette.
- Pomagam, a jak myślisz?- powiedziała jeszcze wciąż lekko zdenerwowana, sprawdzając kolejno kabiny.
- Wiem, że masz moce, ale nawet ty nic na to nie poradzisz!- łkała dalej.
- Ranisz moje umiejętności...- odparła żartobliwie, łapiąc się za serce.- A teraz pokaż mi się...
Dziewczyna spojrzała na nią, zaczerwienionymi oczami i otarła nieco twarz.
- Przestań płakać.- zaczęła łagodnie, delikatnie głaszcząc ją po głowie.- Coś z tym zrobimy.
- ...Co?- spytała wątpiąc.
- He, he...- zachichotała w odpowiedzi.- Dobrze, że pytasz. Otóż zaczniemy od tego.- wyciągnęła w jej stronę dłoń, delikatnie przymrużyła oczy, próbując się skupić. Szybko spuściła ją w dół, a potem odczekawszy chwilę, podniosła ja jak najwyżej mogła. Marinette była całkiem sucha, natomiast Edith "trzymała ściągniętą" z niej wodę w magicznym uścisku.- No jeden problem z głowy.- woda zgodnie ze wskazaniem jej ręki, wpadła do umywalki, lekko się rozchlapując. Zajrzała do torebki i wyciągnęła z niej podręczny zestaw do makijażu.- Kobieta musi być gotowa na wszystkie ewentualności!- zaśmiała się.
Migiem poprawiła przyjaciółce make-up, po czym obróciła ją jeszcze parę razy, żeby sprawdzić, czy nigdzie nie ma jakichś problemów.
- Gotowe!
Granatowowłosa przejrzała się w lustrze. Oniemiała. Wyglądała jakby nic się nie wydarzyło, jakby dopiero co przyszła na imprezę. Rzuciła się w ramiona "wybawicielki".
- Jesteś niesamowita!- zawołała.
- He, he...
- Prawdziwa cudotwórczyni, po prostu czarodziejka!- dodała wesoło.
Czarnowłosa poczuła coś w rodzaju duchowego ukłucia. Nie lubiła tego określenia. Przypominało jej o tym, że jest inna, odmienna - dziwna. Nie winiła Mari, w końcu skąd mogła wiedzieć. Odwzajemniła uścisk, odpowiadając cicho:
- Yhym...
Stały tak jeszcze przez chwilę. Edith odsunęła od sienie promieniującą szczęściem przyjaciółkę.
- Aż lśnisz!- zaśmiała się, nieco wymuszenie.- Zmykaj już lepiej do Adriana. Pewnie się zamartwia i zdążył już obgryźć wszystkie paznokcie, nawet te u stóp.
- Hahaha!- wybuchnęła na krótko śmiechem.- Ciekawa jestem jak tego dokonał.
- Mnie się pytasz?- odparła, rozkładając ręce w niewiedzy.
Zaczęły się śmiać razem.
- Jeszcze raz ci dziękuję.- powiedziała wychodząc.
Drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem.
- Nie masz za co...- szepnęła za nią, po czym zgarnęła kosmetyki z umywalki z powrotem do torebki.
Przejrzała się szybko w lustrze, pstryknęła w piórko zawieszone na jej uchu i wyszła z łazienki, mając na twarzy zwykły sobie uśmiech. Kiedy wyszła na sale omal nie przewróciła się z przerażenia. Zadygotała i poczuła jak krew mrozi jej się w żyłach, a to nie było wcale takie proste do zrobienia.




Zwyczajowo przepraszam za długą przerwę!

środa, 26 lipca 2017

Ważne! Przeczytaj!

Hejka Kochani!

Mam wam do przekazania pewną sprawę. Otóż Fresa poprosiła mnie, bym przekazała wszystkim czytelnikom informacje o tym, że chwilowo ma ona problemy z internetem i nie będzie w stanie wstawiać postów, czy też czytać i komentować. Przekazuję jej najszczersze przeprosiny i dziękuję za wyrozumiałość. 

Dziękuje za przeczytanie!
Psycha.

sobota, 22 lipca 2017

Rozdział XLVI

Przeczytaj notatkę pod rozdziałem
Następnie wyszedł, zostawiając mnie skuloną i zapłakaną na ziemi i podszedł do Roxy. Słyszałam jak z nim walczy, a po chwili następuje to samo co ze mną. Gdy skończył wyciągnął jakiś kanister. Dlaczego nie może dać nam spokoju? Co mu takiego zrobiłyśmy?
*Gregorio*
Nie mogę uwierzyć w to, co się stało z Jade. Ogromnie cieszę się z tego, że przeżyła, ale co doprowadziło ją do takiego stanu. Skoro żyje, to dlaczego do nas nie wróciła? Dlaczego przeszła na złą stronę? Jak mogła tak bardzo dać się zmanipulować swojemu bratu. Przecież dobrze wiedziała jaki jest nie rozumiem tego. Chyba było widać, że jestem zamyślony, ponieważ Diego mnie z nich wyrwał.
Di: Tato w porządku?
G: Tak, dlaczego pytasz?
Di: Widzę, że coś jest nie tak.
G: Zadzwoń po siostrę to porozmawiamy. Jest coś co muszę wam powiedzieć.
Di: Gdzie ma przyjść?
G: Do domu. My też już idziemy.
Di: Dobrze.
*Lara*
Siedziałam właśnie z dziewczynami w parku, gdy nagle zadzwonił Diego.
Ca: Kto to?
La: Diego.
Ca: Odbierz, może to coś ważnego.
*Rozmowa telefoniczna*
La: Halo?
Di: Gdzie jesteś?
La: W parku, a co?
Di: Przyjdź do domu.
La: Stało się coś?
Di: Tak, to znaczy sam nie wiem. Po prostu przyjdź.
La: Ale o co chodzi, Diego?
*Koniec rozmowy telefonicznej*
Ca: Coś się stało?
La: Nie wiem, ale muszę jak najszybciej iść do domu. Pa.
Ca: Lara!
Po prostu pobiegłam nie zwracając uwagi na wołającą mnie Camilę. Nie wiem o co chodzi, ale muszę się tego jak najszybciej dowiedzieć. Czuję, że to nie będzie za miłe. Gdy weszłam do domu, od razu zaczęłam się wypytywać o co chodzi.
La: Co się stało?
Gr: Nareszcie jesteś.
La: Tak, o co chodzi?
Di: Też chciałbym się tego dowiedzieć.
Gr: Diego pamiętasz Jade?
Di: Tak, ale o co...
La: Kim ona jest?
Gr: To wasza mama.
Di/La:...
*Federico*
Gdy już tam byliśmy, zobaczyliśmy jak udało nam się uciec. To już koniec, pomyślałem załamany. Jakby tego było mało po powrocie do domu zobaczyliśmy jakąś paczkę.  Otworzyliśmy ją, a w środku był jakiś pojemnik, płytę i list.
Do rodziny Castilo
Zanim otworzycie pojemnik, obejrzyjcie film.
Nadawca był niestety nie znany. Nie widząc innej opcji obejrzeliśmy go, ale to co tam było już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Była tam Violetta zamknięta w jakiejś piwnicy. Cała zakrwawiona i w spermie. Płakała i przepraszała skulona jakiegoś mężczyznę, którego twarzy nie było widać. Jakaś równie załamana dziewczyna, wyglądająca jak ona z tą różnicą, że miała rude włosy przytulała ją i krzyczała na mężczyznę, żeby je wypuścił. Obie miały na sobie podarte ubrania, które chcąc nie chcąc osłaniały większość ich ciała. On jednak tylko ze śmiechem, że mogły nie uciekać i je czymś polał, a następnie podpalił. Słychać było ich przeraźliwe krzyki i jego wręcz sadystyczny śmiech. Następnie zwrócił się do kamery, dopiero teraz zauważyłem, że miał na twarzy coś w stylu maski i powiedział: „Mam nadzieję, że się z nią pożegnaliście, bo już więcej nie zobaczycie jej żywej. Teraz możecie otworzyć pojemnik.” Ze strachem otworzyłem pojemnik, a tam były jej prochy...nasz świat się kompletnie zawalił...
Hej, bardzo ale to bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność i, że tak długo nie odpowiadałam na wasze komentarze. Po prostu wiele się wydarzyło w moim życiu i to niekoniecznie tych dobrych rzeczy i teraz staram się sobie to wszystko poukładać. Ale to nie ważne, nie wiem kiedy będzie następny rozdział, ale postaram się go dodać jak najszybciej. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Co to rozdziału to przepraszam was za powtórzenia i błędy. Oraz, że po tak długim czasie przychodzę z takim czymś. Jeszcze raz bardzo was za wszystko przepraszam.
Saludos
Fresa




piątek, 7 lipca 2017

Miraculum Rozdział XXX

Marinette natychmiast zadzwoniła do przyjaciółek, aby im o wszystkim opowiedzieć. Obie zgodnie stwierdziły, że ten dzień nie mógł być lepszy, ponieważ Nino również zaprosił Alyę na zabawę.
- A co z tobą Edith?- spytała reporterka.- Masz z kim iść?
- Nie.- odparła krótko.- Szczerze to nie zapoznałam się z wami wszystkimi tak bardzo, więc wątpię, żeby ktoś mnie zaprosił.
- Przestań!- oburzyła się Mari.- Na pewno ktoś cię zaprosi!
- Doceniam twój optymizm...- zachichotała.- Ale pomyśl... Adrian idzie z tobą, Nino z Alyą, Mylene pewnie pójdzie z Ivan'em, Chloe na 110% będzie z Sabriną i nie pozwoli, ani jej, ani sobie na pójście z chłopakiem, więc Kim zapewne zaprosi Alix , potem już tylko Nathaniel z Juleką oraz Max z Rose. W ten sposób wszyscy chłopcy w klasie są rozdani, a innych nie znam.
- No... ale...- granatowowłosa usiłowała znaleźć odpowiedź.- To nie jest powiedziane, że Max zaprosi Rose.
- Właśnie!- dopowiedziała mulatka.
- Kocham was, wiecie? Po prostu nie da się was nie kochać.- zaśmiała się.
- Nie ma sprawy.- odparły razem.
- Też cię kochamy.- dodała Marinette.- Do zobaczenia wam!
- Papatki!- zawołała do słuchawki czarnowłosa.
- Narka!- pożegnała się Alya.
Rozłączyła się, po czym westchnęła i rzuciła telefon na łóżko.
- Ach, Tikki!- zwróciła się do swojej małej współlokatorki, siedzącej na biurku z ciastkiem czekoladowym w rączkach.- Nie wyobrażam sobie, żeby ten dzień mógłby być jeszcze lepszy!
- Ależ mógłby!- powiedziała przełykając swój smakołyk.
- Hm...?- mruknęła do niej pytająco.
- Gdyby Adrian odwzajemnił otwarcie twoje uczucie...- zjadła ostatni kawałek.
- He, he masz racje...- zaśmiała się, kładąc się do łóżka.
- A ty gdzie się wybierasz?- spytała Kwami, widząc szykującą się do snu przyjaciółkę.
- W objęcia Morfeusza.- zażartowała, używając nie dawno przeczytanego zwrotu z książki.
- Masz jeszcze patrol.- przypomniała jej.
- Eee... no tak... zapomniałam.- wstała wolno.- Tikki kropkuj!
* * *
Biedronka już parę dni temu zaobserwowała dziwny spokój i milczenie Kota. Z niezrozumiałego jej powodu, zaprzestał ciągłych zaczepek i przygłupich żartów. Wciąż chodził zamyślony, jakby coś go trapiło,  ale gdy próbowała go o to zapytać stanowczo stwierdzał, że nic mu nie jest. Nawet podzieliła się swoimi podejrzeniami z Wroną, ale ta tylko zaśmiała się i zamachała pobłażliwie.
- Pewnie problemy sercowe.- powiedziała, po czym z zaskoczenia uderzyła go w plecy, od razu przywracając go do porządku.
- Może...- szepnęła do siebie heroska, dołączając do towarzyszy.- "Jednak nie znaczy to, że jestem spokojna."- dodała w myślach.
* * *
Nadszedł wielki dzień! Edith oraz Alya przyszły do domu Marinette sporo czasu przed rozpoczęciem imprezy. W końcu musiały się przygotować.
- Widzę, że jesteście już w swoich strojach.- powiedziała Sabine, widząc wchodzące na górę wystrojone dziewczyny.
- Tak pani Cheng!- odparła reporterka.
- Idziemy na górę.- oznajmiła mamie córka, zabierając przyjaciółki do swojego pokoju.
- Ach, jak ja lubię twój pokój!- zawołała czarnowłosa, obracając się wesoło na palcach.
- Wiesz w tej trapezowej sukience wyglądasz nieco jak baletnica.- porównała ją Mari.
- Serio?- spytała, robiąc trochę nieudolnie pozę tancerki baletowej.- Tadam!
- Ha ha ha!- zaśmiały się razem.
- Dobra lepiej weźmy się za przygotowania.- zarządziła mulatka, zabierają kilka kosmetyków i siadając przed lustrem.
- Marinette, mogę cię uczesać?- Edith chwyciła szczotkę, obracając ją zręcznie między palcami.
- Jasne!- potwierdziła entuzjastycznie.
Miały przy tym mnóstwo śmiechu, przypominając sobie śmieszne wpadki, wesołe komentarze i żartobliwe docinki, którymi dość często się obdarowywały. Na końcu każda miała już na sobie lekki makijaż (dużo lepiej dopasowany i wyglądający dużo bardziej naturalnie niż make-up Chloe) oraz dopracowane fryzury. Spojrzały na zegar. Już nie długo mieli przyjść chłopcy. Zeszły do piekarni, po drodze żegnając się z rodzicami Marinette. Nie długo później w drzwiach pojawili się Adrian i Nino, w wyszukanych garniturach. Obaj osłupieli, gdy tylko zobaczyli pięknie wystrojone dziewczyny. One natomiast zarumieniły się lekko i ozdobiły twarze uśmiechami.
- W-wyglądacie olśniewająco! W-wow!- wydukał blondyn, choć jego wzrok padał konkretnie na granatowowłosą.
- D-dziękujemy!- odpowiedziała mu równie niezdarnie.- Wy również d-dobrze wyglądacie.
Nastała głęboka cisza trwająca przez dłuższą chwilę.
- No dobra gołąbeczki, wyskakujcie z tego gniazdka, bo zaraz wam piórka opadną z zachwytu!- zawołała głośno Edith, wypychając rówieśników na zewnątrz.
Gdy stanęli w wejściu dobrali się w pary i pewnie weszli do środka. Czarnowłosa, dyskretnie oddaliła się od nich, dając wolną rękę losowi, no i... samym parą. Alya i Nino niemal natychmiast podłapali imprezowego bakcyla, wbijając w sam środek zabawy, tańcząc razem, śmiejąc się i żartując.
Adrian i Marinette stali w miejscu zawstydzeni, raz po raz krzyżując spojrzenia, a po tym pesząc się i uciekając nim gdzieś na bok z wielkim rumieńcem.Chłopakowi trudno było się zebrać, by zaprosić ją do tańca, więc szukał szybko jakiegoś tematu do rozmowy. Jego wzrok w końcu natrafił na pięknie zdobione miejsce do wspólnego zdjęcia. Ze względu na letnią porę było przyozdobione licznymi, pnączami o ciemnym odcieniu oraz kwiatami w ciepłych barwach.
- Em... może pójdziemy zrobić sobie pamiątkową fotkę?- zagadał, wskazując na kolejkę.
- Hm... czemu nie?!- odpowiedziała radośnie z uroczym uśmiechem.
Blondyn mocno się zarumienił i chwycił dziewczynę za rękę.
- To ch-chodźmy...
Na ich szczęście kolejka przesuwała się bardzo szybko i wkrótce nadeszła ich kolej.
- Powiedzcie "cheese"!- zarządził fotograf.
- "Cheese!"
Jaskrawe światło fleszu, oślepiło ich na moment, po czym jeden z pomocników skierował się do nich z fotografią, gdy nagle Marinette poczuła uderzenie czegoś lodowatego, a z niej samej ciurkiem ściekała woda.


He he... No wreszcie się ruszyłam. Troszkę mi to zajęło przyznaje się bez bicia :P
Czemu Mari nagle jest przemoczona do suchej nitki? Gihii~!