czwartek, 31 sierpnia 2017

Mamy dla was nowość!

Stworzyłyśmy dla was stronę na Facebook'u, żebyście szybciej dostawali informacje o nowych rozdziałach i innych.
Trzymajcie linka!
https://www.facebook.com/PsychaFresa.bloggers/

poniedziałek, 31 lipca 2017

Miraculum Rozdział XXXI

Chloe jak tylko dowiedziała się o tym, że Adrian zaprosił na zabawę tą niedorobioną, niezdarną, niby projektantkę zamiast niej, zaczęła knuć plan zemsty. Musiało być to coś tak okrutnego i coś tak upokarzającego, że ta już nigdy nie będzie w stanie spojrzeć na "jej" Adrianka! Prze nigdy! W głowie zaświtał jej doskonały pomysł, może niezbyt wyszukany, ale skuteczny. W dniu imprezy nakazała Sabrinie stanąć z wiadrem lodowatej wody nad miejscem do zdjęć i wylać jego zawartość, gdy tylko pojawi się tam Marinette. Ze sporymi oporami, dziewczyna wykonała polecenie i teraz Mari stała, przemoczona do suchej nitki, zalana łzami, okrążona przez śmiechy rówieśników.
* * *
Edith usłyszała huk, przypominający wodną kaskadę. Jej serce zabiło szybciej, gdy usłyszała tłumione śmiechy. Miała złe przeczucie... Bardzo złe. Zapominając o uśmiechu i miłym zachowaniu zaczęła się przedzierać przez tłum uczniów, próbując dotrzeć do centrum zamieszania. W końcu dostrzegła mokrą, zapłakaną Marinette, którą próbował pocieszyć Adrian. Wszyscy wokół tylko patrzyli i chichotali. Prędko rozejrzała się rozgoryczona za przyczyną tej sytuacji. Dostrzegłszy Sabrinę na piętrze z wiadrem, zakipiała w niej wściekłość. Któż inny do jasnej anielki mógłby to zrobić jak nie Chloe!! Przecież to było do przewidzenia! Dlaczego ich nie pilnowała! Tracąc nad sobą kontrole nawet nie zauważyła skrzenia własnej dłoni, cały świat zamazywała jej furia. Czuła pulsujący ból w skroni... Negatywne emocje... Ale dlaczego nie słabła? Mistrz się pomylił? Niemożliwe..!
- Edith... twoja ręka...- usłyszała za sobą głos Alyi.
Spojrzała na swoje dłonie i widząc co się dzieje wzięła głęboki wdech by się uspokoić, po czym odwróciła się do przyjaciółki pokazując je, nakładając na twarz grymas niezrozumienia.
- Co z nimi?
Chwilę nie odpowiadała, wwiercając się wzrokiem tam, gdzie mogła przysiądź, tlił się ogień.
- Wydawało mi się... chyba...- mruknęła.
- Ym... ok.- odparła.
Reporterka najwyraźniej nie zauważyła jeszcze w jakiej sytuacji jest Mari, więc czarnowłosa wycofała się tak by jej na to nie pozwolić. Wiedziała, że czasem pod wpływem emocji może zrobić głupstwa. Dotarła kilkoma szybkimi susami do granatowowłosej, chwyciła jej nadgarstek i pociągnęła za sobą do toalety. Zdezorientowany Adrian podążył za nimi.
- Edith... co robisz?- spytała drżącym od płaczu głosem Marinette.
- Pomagam, a jak myślisz?- powiedziała jeszcze wciąż lekko zdenerwowana, sprawdzając kolejno kabiny.
- Wiem, że masz moce, ale nawet ty nic na to nie poradzisz!- łkała dalej.
- Ranisz moje umiejętności...- odparła żartobliwie, łapiąc się za serce.- A teraz pokaż mi się...
Dziewczyna spojrzała na nią, zaczerwienionymi oczami i otarła nieco twarz.
- Przestań płakać.- zaczęła łagodnie, delikatnie głaszcząc ją po głowie.- Coś z tym zrobimy.
- ...Co?- spytała wątpiąc.
- He, he...- zachichotała w odpowiedzi.- Dobrze, że pytasz. Otóż zaczniemy od tego.- wyciągnęła w jej stronę dłoń, delikatnie przymrużyła oczy, próbując się skupić. Szybko spuściła ją w dół, a potem odczekawszy chwilę, podniosła ja jak najwyżej mogła. Marinette była całkiem sucha, natomiast Edith "trzymała ściągniętą" z niej wodę w magicznym uścisku.- No jeden problem z głowy.- woda zgodnie ze wskazaniem jej ręki, wpadła do umywalki, lekko się rozchlapując. Zajrzała do torebki i wyciągnęła z niej podręczny zestaw do makijażu.- Kobieta musi być gotowa na wszystkie ewentualności!- zaśmiała się.
Migiem poprawiła przyjaciółce make-up, po czym obróciła ją jeszcze parę razy, żeby sprawdzić, czy nigdzie nie ma jakichś problemów.
- Gotowe!
Granatowowłosa przejrzała się w lustrze. Oniemiała. Wyglądała jakby nic się nie wydarzyło, jakby dopiero co przyszła na imprezę. Rzuciła się w ramiona "wybawicielki".
- Jesteś niesamowita!- zawołała.
- He, he...
- Prawdziwa cudotwórczyni, po prostu czarodziejka!- dodała wesoło.
Czarnowłosa poczuła coś w rodzaju duchowego ukłucia. Nie lubiła tego określenia. Przypominało jej o tym, że jest inna, odmienna - dziwna. Nie winiła Mari, w końcu skąd mogła wiedzieć. Odwzajemniła uścisk, odpowiadając cicho:
- Yhym...
Stały tak jeszcze przez chwilę. Edith odsunęła od sienie promieniującą szczęściem przyjaciółkę.
- Aż lśnisz!- zaśmiała się, nieco wymuszenie.- Zmykaj już lepiej do Adriana. Pewnie się zamartwia i zdążył już obgryźć wszystkie paznokcie, nawet te u stóp.
- Hahaha!- wybuchnęła na krótko śmiechem.- Ciekawa jestem jak tego dokonał.
- Mnie się pytasz?- odparła, rozkładając ręce w niewiedzy.
Zaczęły się śmiać razem.
- Jeszcze raz ci dziękuję.- powiedziała wychodząc.
Drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem.
- Nie masz za co...- szepnęła za nią, po czym zgarnęła kosmetyki z umywalki z powrotem do torebki.
Przejrzała się szybko w lustrze, pstryknęła w piórko zawieszone na jej uchu i wyszła z łazienki, mając na twarzy zwykły sobie uśmiech. Kiedy wyszła na sale omal nie przewróciła się z przerażenia. Zadygotała i poczuła jak krew mrozi jej się w żyłach, a to nie było wcale takie proste do zrobienia.




Zwyczajowo przepraszam za długą przerwę!

środa, 26 lipca 2017

Ważne! Przeczytaj!

Hejka Kochani!

Mam wam do przekazania pewną sprawę. Otóż Fresa poprosiła mnie, bym przekazała wszystkim czytelnikom informacje o tym, że chwilowo ma ona problemy z internetem i nie będzie w stanie wstawiać postów, czy też czytać i komentować. Przekazuję jej najszczersze przeprosiny i dziękuję za wyrozumiałość. 

Dziękuje za przeczytanie!
Psycha.

sobota, 22 lipca 2017

Rozdział XLVI

Przeczytaj notatkę pod rozdziałem
Następnie wyszedł, zostawiając mnie skuloną i zapłakaną na ziemi i podszedł do Roxy. Słyszałam jak z nim walczy, a po chwili następuje to samo co ze mną. Gdy skończył wyciągnął jakiś kanister. Dlaczego nie może dać nam spokoju? Co mu takiego zrobiłyśmy?
*Gregorio*
Nie mogę uwierzyć w to, co się stało z Jade. Ogromnie cieszę się z tego, że przeżyła, ale co doprowadziło ją do takiego stanu. Skoro żyje, to dlaczego do nas nie wróciła? Dlaczego przeszła na złą stronę? Jak mogła tak bardzo dać się zmanipulować swojemu bratu. Przecież dobrze wiedziała jaki jest nie rozumiem tego. Chyba było widać, że jestem zamyślony, ponieważ Diego mnie z nich wyrwał.
Di: Tato w porządku?
G: Tak, dlaczego pytasz?
Di: Widzę, że coś jest nie tak.
G: Zadzwoń po siostrę to porozmawiamy. Jest coś co muszę wam powiedzieć.
Di: Gdzie ma przyjść?
G: Do domu. My też już idziemy.
Di: Dobrze.
*Lara*
Siedziałam właśnie z dziewczynami w parku, gdy nagle zadzwonił Diego.
Ca: Kto to?
La: Diego.
Ca: Odbierz, może to coś ważnego.
*Rozmowa telefoniczna*
La: Halo?
Di: Gdzie jesteś?
La: W parku, a co?
Di: Przyjdź do domu.
La: Stało się coś?
Di: Tak, to znaczy sam nie wiem. Po prostu przyjdź.
La: Ale o co chodzi, Diego?
*Koniec rozmowy telefonicznej*
Ca: Coś się stało?
La: Nie wiem, ale muszę jak najszybciej iść do domu. Pa.
Ca: Lara!
Po prostu pobiegłam nie zwracając uwagi na wołającą mnie Camilę. Nie wiem o co chodzi, ale muszę się tego jak najszybciej dowiedzieć. Czuję, że to nie będzie za miłe. Gdy weszłam do domu, od razu zaczęłam się wypytywać o co chodzi.
La: Co się stało?
Gr: Nareszcie jesteś.
La: Tak, o co chodzi?
Di: Też chciałbym się tego dowiedzieć.
Gr: Diego pamiętasz Jade?
Di: Tak, ale o co...
La: Kim ona jest?
Gr: To wasza mama.
Di/La:...
*Federico*
Gdy już tam byliśmy, zobaczyliśmy jak udało nam się uciec. To już koniec, pomyślałem załamany. Jakby tego było mało po powrocie do domu zobaczyliśmy jakąś paczkę.  Otworzyliśmy ją, a w środku był jakiś pojemnik, płytę i list.
Do rodziny Castilo
Zanim otworzycie pojemnik, obejrzyjcie film.
Nadawca był niestety nie znany. Nie widząc innej opcji obejrzeliśmy go, ale to co tam było już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Była tam Violetta zamknięta w jakiejś piwnicy. Cała zakrwawiona i w spermie. Płakała i przepraszała skulona jakiegoś mężczyznę, którego twarzy nie było widać. Jakaś równie załamana dziewczyna, wyglądająca jak ona z tą różnicą, że miała rude włosy przytulała ją i krzyczała na mężczyznę, żeby je wypuścił. Obie miały na sobie podarte ubrania, które chcąc nie chcąc osłaniały większość ich ciała. On jednak tylko ze śmiechem, że mogły nie uciekać i je czymś polał, a następnie podpalił. Słychać było ich przeraźliwe krzyki i jego wręcz sadystyczny śmiech. Następnie zwrócił się do kamery, dopiero teraz zauważyłem, że miał na twarzy coś w stylu maski i powiedział: „Mam nadzieję, że się z nią pożegnaliście, bo już więcej nie zobaczycie jej żywej. Teraz możecie otworzyć pojemnik.” Ze strachem otworzyłem pojemnik, a tam były jej prochy...nasz świat się kompletnie zawalił...
Hej, bardzo ale to bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność i, że tak długo nie odpowiadałam na wasze komentarze. Po prostu wiele się wydarzyło w moim życiu i to niekoniecznie tych dobrych rzeczy i teraz staram się sobie to wszystko poukładać. Ale to nie ważne, nie wiem kiedy będzie następny rozdział, ale postaram się go dodać jak najszybciej. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Co to rozdziału to przepraszam was za powtórzenia i błędy. Oraz, że po tak długim czasie przychodzę z takim czymś. Jeszcze raz bardzo was za wszystko przepraszam.
Saludos
Fresa




piątek, 7 lipca 2017

Miraculum Rozdział XXX

Marinette natychmiast zadzwoniła do przyjaciółek, aby im o wszystkim opowiedzieć. Obie zgodnie stwierdziły, że ten dzień nie mógł być lepszy, ponieważ Nino również zaprosił Alyę na zabawę.
- A co z tobą Edith?- spytała reporterka.- Masz z kim iść?
- Nie.- odparła krótko.- Szczerze to nie zapoznałam się z wami wszystkimi tak bardzo, więc wątpię, żeby ktoś mnie zaprosił.
- Przestań!- oburzyła się Mari.- Na pewno ktoś cię zaprosi!
- Doceniam twój optymizm...- zachichotała.- Ale pomyśl... Adrian idzie z tobą, Nino z Alyą, Mylene pewnie pójdzie z Ivan'em, Chloe na 110% będzie z Sabriną i nie pozwoli, ani jej, ani sobie na pójście z chłopakiem, więc Kim zapewne zaprosi Alix , potem już tylko Nathaniel z Juleką oraz Max z Rose. W ten sposób wszyscy chłopcy w klasie są rozdani, a innych nie znam.
- No... ale...- granatowowłosa usiłowała znaleźć odpowiedź.- To nie jest powiedziane, że Max zaprosi Rose.
- Właśnie!- dopowiedziała mulatka.
- Kocham was, wiecie? Po prostu nie da się was nie kochać.- zaśmiała się.
- Nie ma sprawy.- odparły razem.
- Też cię kochamy.- dodała Marinette.- Do zobaczenia wam!
- Papatki!- zawołała do słuchawki czarnowłosa.
- Narka!- pożegnała się Alya.
Rozłączyła się, po czym westchnęła i rzuciła telefon na łóżko.
- Ach, Tikki!- zwróciła się do swojej małej współlokatorki, siedzącej na biurku z ciastkiem czekoladowym w rączkach.- Nie wyobrażam sobie, żeby ten dzień mógłby być jeszcze lepszy!
- Ależ mógłby!- powiedziała przełykając swój smakołyk.
- Hm...?- mruknęła do niej pytająco.
- Gdyby Adrian odwzajemnił otwarcie twoje uczucie...- zjadła ostatni kawałek.
- He, he masz racje...- zaśmiała się, kładąc się do łóżka.
- A ty gdzie się wybierasz?- spytała Kwami, widząc szykującą się do snu przyjaciółkę.
- W objęcia Morfeusza.- zażartowała, używając nie dawno przeczytanego zwrotu z książki.
- Masz jeszcze patrol.- przypomniała jej.
- Eee... no tak... zapomniałam.- wstała wolno.- Tikki kropkuj!
* * *
Biedronka już parę dni temu zaobserwowała dziwny spokój i milczenie Kota. Z niezrozumiałego jej powodu, zaprzestał ciągłych zaczepek i przygłupich żartów. Wciąż chodził zamyślony, jakby coś go trapiło,  ale gdy próbowała go o to zapytać stanowczo stwierdzał, że nic mu nie jest. Nawet podzieliła się swoimi podejrzeniami z Wroną, ale ta tylko zaśmiała się i zamachała pobłażliwie.
- Pewnie problemy sercowe.- powiedziała, po czym z zaskoczenia uderzyła go w plecy, od razu przywracając go do porządku.
- Może...- szepnęła do siebie heroska, dołączając do towarzyszy.- "Jednak nie znaczy to, że jestem spokojna."- dodała w myślach.
* * *
Nadszedł wielki dzień! Edith oraz Alya przyszły do domu Marinette sporo czasu przed rozpoczęciem imprezy. W końcu musiały się przygotować.
- Widzę, że jesteście już w swoich strojach.- powiedziała Sabine, widząc wchodzące na górę wystrojone dziewczyny.
- Tak pani Cheng!- odparła reporterka.
- Idziemy na górę.- oznajmiła mamie córka, zabierając przyjaciółki do swojego pokoju.
- Ach, jak ja lubię twój pokój!- zawołała czarnowłosa, obracając się wesoło na palcach.
- Wiesz w tej trapezowej sukience wyglądasz nieco jak baletnica.- porównała ją Mari.
- Serio?- spytała, robiąc trochę nieudolnie pozę tancerki baletowej.- Tadam!
- Ha ha ha!- zaśmiały się razem.
- Dobra lepiej weźmy się za przygotowania.- zarządziła mulatka, zabierają kilka kosmetyków i siadając przed lustrem.
- Marinette, mogę cię uczesać?- Edith chwyciła szczotkę, obracając ją zręcznie między palcami.
- Jasne!- potwierdziła entuzjastycznie.
Miały przy tym mnóstwo śmiechu, przypominając sobie śmieszne wpadki, wesołe komentarze i żartobliwe docinki, którymi dość często się obdarowywały. Na końcu każda miała już na sobie lekki makijaż (dużo lepiej dopasowany i wyglądający dużo bardziej naturalnie niż make-up Chloe) oraz dopracowane fryzury. Spojrzały na zegar. Już nie długo mieli przyjść chłopcy. Zeszły do piekarni, po drodze żegnając się z rodzicami Marinette. Nie długo później w drzwiach pojawili się Adrian i Nino, w wyszukanych garniturach. Obaj osłupieli, gdy tylko zobaczyli pięknie wystrojone dziewczyny. One natomiast zarumieniły się lekko i ozdobiły twarze uśmiechami.
- W-wyglądacie olśniewająco! W-wow!- wydukał blondyn, choć jego wzrok padał konkretnie na granatowowłosą.
- D-dziękujemy!- odpowiedziała mu równie niezdarnie.- Wy również d-dobrze wyglądacie.
Nastała głęboka cisza trwająca przez dłuższą chwilę.
- No dobra gołąbeczki, wyskakujcie z tego gniazdka, bo zaraz wam piórka opadną z zachwytu!- zawołała głośno Edith, wypychając rówieśników na zewnątrz.
Gdy stanęli w wejściu dobrali się w pary i pewnie weszli do środka. Czarnowłosa, dyskretnie oddaliła się od nich, dając wolną rękę losowi, no i... samym parą. Alya i Nino niemal natychmiast podłapali imprezowego bakcyla, wbijając w sam środek zabawy, tańcząc razem, śmiejąc się i żartując.
Adrian i Marinette stali w miejscu zawstydzeni, raz po raz krzyżując spojrzenia, a po tym pesząc się i uciekając nim gdzieś na bok z wielkim rumieńcem.Chłopakowi trudno było się zebrać, by zaprosić ją do tańca, więc szukał szybko jakiegoś tematu do rozmowy. Jego wzrok w końcu natrafił na pięknie zdobione miejsce do wspólnego zdjęcia. Ze względu na letnią porę było przyozdobione licznymi, pnączami o ciemnym odcieniu oraz kwiatami w ciepłych barwach.
- Em... może pójdziemy zrobić sobie pamiątkową fotkę?- zagadał, wskazując na kolejkę.
- Hm... czemu nie?!- odpowiedziała radośnie z uroczym uśmiechem.
Blondyn mocno się zarumienił i chwycił dziewczynę za rękę.
- To ch-chodźmy...
Na ich szczęście kolejka przesuwała się bardzo szybko i wkrótce nadeszła ich kolej.
- Powiedzcie "cheese"!- zarządził fotograf.
- "Cheese!"
Jaskrawe światło fleszu, oślepiło ich na moment, po czym jeden z pomocników skierował się do nich z fotografią, gdy nagle Marinette poczuła uderzenie czegoś lodowatego, a z niej samej ciurkiem ściekała woda.


He he... No wreszcie się ruszyłam. Troszkę mi to zajęło przyznaje się bez bicia :P
Czemu Mari nagle jest przemoczona do suchej nitki? Gihii~!

środa, 28 czerwca 2017

True love will overcome any obstacle- rozdział XVIII

*Nie poddam się bez walki.*
Nie chcę już żyć, mam już tego dosyć. Dosyć tego wszystkiego. Tego świata, rodziców, ludzi, paczki Jacka, a najbardziej samej siebie. Czuję się taka brudna, nie mogę nic z tym zrobić. Już wiele razy chciałam coś sobie zrobić, skończyć z tym wszystkim, ale ciągle mnie coś powstrzymywało. Tak jest nawet teraz. „Dlaczego?” pytam siebie samą. Czasem gdy nie mogę znaleźć żadnej sensownej wypowiedzi, mówię sobie, że nie mogę tak po prostu pozwolić im wygrać. Nie mogę się poddać i dać im tym samym tylko satysfakcję. Muszę walczyć, nawet jeżeli nikt mnie tutaj nie chcę. Dlatego muszę walczyć, chociażbym miała przeżywać jeszcze większe piekło niż dotychczas. Nie będę taka jak dotychczas, muszę się zmienić. Koniec z tą miłą i grzeczną dziewczynką, która każdemu ufa. Stanę się zimna i bezlitosna. Wprawdzie będę słuchać im poleceń, bo tak przecież wypada prawda? Ale nie dam się już więcej zmanipulować nikomu i w milczeniu będę planować swoją zemstę. Nie zaufam już nikomu, ani nikogo do siebie nie dopuszczę, ponieważ ludzie to tylko krwiopijcy czekający na to by zniszczyć i zabić. Czekają tylko aż pokażesz swój słaby punkt, zdobywając twoje zaufanie, tylko po to, żeby cię zostawić na pastwę losu. A ty nie masz prawa nic z tym zrobić, ponieważ jesteś tylko i wyłącznie pozbawioną głosu zabawką. Zwykłą marionetką, która nie ma prawa nic zrobić bez rozkazu innych i nie ma własnej woli. Jednakże koniec z tym. Sami tego chcieli. Sami stworzyli tego potwora i niech teraz patrzą na jego skutki. Włożyłam wiele wysiłku w wstanie z przyjemnie zimnej podłogi po czym poszłam do pokoju, szybko odrobiłam lekcje i poszłam do pracy. Zachowywałam się jak zawsze, tylko z małym wyjątkiem. Gdy zostałam wybrana i zaprowadzona do pokoju odpychałam klientów na ścianę, a, że są pijani to i tak nic nie zapamiętają. Oczywiście nie obyło się bez molestowania z ich strony, ale za wszelką cenę starałam się, żeby nie doszło do niczego więcej. Po tym co się stało już nigdy nie pozwolę tak się nikomu wykorzystywać, a ludzie już w zupełności staną się moimi największymi wrogami. Po pracy poszłam do domu i zaczęłam się buntować. Nie obchodzi mnie to, że mnie uderzą. Nic mnie już nie obchodzi. Mam tylko jeden cel i zamierzam się go trzymać.
*Następny dzień*
Poszłam do szkoły i na sam ich widok się przeraziłam. „Przestań” powiedziałam sobie w myślach. Nie mogę się bać, ani pokazać im słabości.
Jak: Jak się czujesz po zabawie kochanie?
Przytulił mnie od tyłu i wyszeptał mi to do ucha. Nic nie powiedziałam, tylko z całej siły powstrzymałam się, żeby nie wzdrygnąć się z obrzydzenia.
Th: No co? Nic nie powiesz?
Lu: A co mam wam powiedzieć?
Syknęłam po czym odepchnęłam Jacka.
Th: Co to za ton prostaczko?
Zostałam popchnięta na ścianę, jednak niczego nie okazywałam. Nie mogłam, nie przy nich.
Lu: Pff.
Jak: Taka jesteś? To co powiesz na to, żeby to dzisiaj powtórzyć?
Lu: Po im trupie.
Jak: Radzę ci tak nie mówić, bo to się może stać. Nawet bardzo szybko.
Lu: Proszę bardzo. Nie boję się śmierci.
Jak: Proszę, proszę jaka mądra się zrobiłaś. Od kiedy?
Lu: Co cię to?
Jak: Uważaj na słowa.
Lu: Bo co mi zrobisz?
Jak:...
Hej, przepraszam za kolejne opóźnienia, oraz, że zapomniałam zająć wam miejsc pod rozdziałem.
Jak wam się spodobał rozdział?
Co sądzicie o „nowej” Ludmile?
Co według was będzie dalej?
Do następnego.
Saludos
Fresa  

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rozdział XLV

*Uwaga rozdział zawiera wulgaryzmy.*
Ma: A o kogo?
J: Detektywów.
Ma: Przecież ci mówiłem jak to było...
J: Wiem, ale...
Ma: Żadnego ale, wiesz jak było, więc skończmy ten temat.
J: Dobrze.
*Mathias*
Kurwa, po prostu kurwa. Zaczyna sobie wszystko przypominać, muszę jak najszybciej to powstrzymać, bo będzie źle i to bardzo.
*Federico*
Wróciłem do domu i od razu dotarła to mnie ta wiadomość. Na początku nie chciałem o tym słuchać, ale jak tylko usłyszałem, że ich zatrzymali, to od razu się zainteresowałem. Czyżby właśnie to chciał powiedzieć mi Diego?
Fe: Hej.
W: Cześć.
Fe: Coś się stało?
Gr: Tak, są nowe wiadomości związane z...
Fe: Przepraszam, ale jakoś nie mam na to chęci.
Gr: Nawet na to, że zatrzymali Jade i Mathiasa?
Fe: Co?
Gr: Tak, są tutaj zatrzymani.
Fe: Coś powiedzieli?
Gr: Nie, ale mamy z nimi porozmawiać. Chcesz z nami jechać?
Fe: Tak, ale dlaczego nie ma jej z nimi?
Gr: Ponieważ ją oddali i jest gdzieś indziej.
Fe: Wiadomo chociaż gdzie?
Gr: Niestety nie. Zbieraj się.
Fe: Już idę.
Gdy już tam byliśmy, zobaczyliśmy jak udało nam się uciec. To już koniec, pomyślałem załamany.
*Violetta*
Rozejrzałam się po ciemnym i wilgotnym pomieszczeniu, do którego wpadały słabe smugi światła i wiedziałam, że to już koniec. Stąd nie da się uciec. Głos zaczął mi drzeć, zresztą tak samo jak całe ciało. Nie wiem co zamierza, boję się i to bardzo, a zwłaszcza o Roxy. W końcu ma cierpieć przez niewinność, przeze mnie. Widziałam, że też była przerażona.
V: Roxy zrobił ci coś?
Rox: Nie, a tobie?
V: Też nie.
Rox: Będzie dob rze. Uciekniemy stąd i...
V: Nie, nie będzie. To już koniec, rozumiesz? Koniec.
Rox: Nie możemy tracić nadziei, musimy walczyć o wolność i swoje prawa. Nie poddamy się i przetrwamy.
V: D-dobrze.
*Uwaga scena 18+. Czytasz na własną odpowiedzialność.*
W tym momencie do pokoju wszedł „nasz tata” z jakąś reklamówką.. Wyciągnął z niej wibrator i do mnie podszedł.
V: N-nie...błagam nie...
Rox: Zostaw ją.
Mi: Spokojnie, ciebie też to spotka.
Zerwał moje ubrania i popchnął na ziemię. Ustawił go na najszybszą prędkość i włożył go we mnie. Zaczęłam krzyczeć i wić się z bólu. Po pewnym czasie wszedł we mnie i zaczął się szybko poruszać, a ja tylko jęczałam i krzyczałam z bólu. Czuję, że leci że mnie krew, a po dość dłużej chwili coś mnie wypełnia. Następnie wyszedł, zostawiając mnie skuloną i zapłakaną na ziemi i podszedł do Roxy. Słyszałam jak z nim walczy, a po chwili następuje to samo co ze mną.
Hej. Przepraszam, że rozdział dodaję dopiero dzisiaj i dopiero teraz odpowiedziałam na wasze komentarze. Po prostu miałam niezłe „urwanie głowy”, ale przychodzę do was z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że się spodoba i życzę wam udanych wakacji.
Saludos
Fresa