czwartek, 19 lipca 2018

Rozdział L+informacje i pytania


Przeczytajcie notkę pod rozdziałem!
*Ludmiła*
Od kilku dni wszyscy zastanawiamy się co się dzieje z Fede. W końcu nigdy tak nagle nie znikał, ani tym bardziej nie urywał kontaktu. Musiało się stać coś poważnego. Tylko co?
Ca: I jak? Udało się wam do niego dodzwonić?
Spytała po tym jak każdy po raz kolejny bezskutecznie próbował.
An: Niestety nie.
Lu: Pójdę dzisiaj do niego i zobaczę o co chodzi.
Ca: Tak, to dobry pomysł. Mamy iść z tobą?
Lu: Jasne, w końcu wspólnymi siłami może nam się bardziej udać.
Nagle zauważyliśmy Angie wychodzącą z budynku szkolnego, która wyglądała na strasznie przygnębioną. Chodziła taka od dnia, w którym Federico nie zjawił się w szkole. Dlatego też wiedziałam, że musiało się stać coś strasznego? Okropnego? Poważnego? Nie wiem za bardzo jak to określić. Nasza nauczycielka próbowała ze wszystkich sił ukrywać swój stan, jednakże widziałam, że coś jest bardzo ale to bardzo nie tak. Mimo iż na początku dała radę nas zmylić, to jednak z każdym dniem było to coraz bardziej widoczne.
Ma: O Angie. Mogłabyś nam powiedzieć, co się dzieje z Fede, że tak nagle zamilkł?
Ag: On...jakby to...nie czuje się zbyt dobrze.
Powiedziała ostrożnie dobierając słowa, widać było, że nie miała zbytniej ochoty o tym rozmawiać, a już dopiero zbyt wiele zdradzać.
Ma: Coś mu się stało? Jest chory? Wiadomo chociaż kiedy wróci?
Maxi zadawał szereg pytań, a ja z każdą chwilą widziałam w jej oczach coraz to więcej smutku i bólu.
Ag: Można to tak nazwać. Niestety tego nie wiem.
W końcu postanowiłam to choć trochę przerwać, niestety bezskutecznie.
Lu: Czy możemy go odwiedzić?
Ag: Nie, nie sądzę żeby jak na razie był to dobry pomysł.
Powiedziała to z widocznym wahaniem, jakby nie była do końca pewna czy by faktycznie się nie zgodzić.
Lu: Dlaczego?
Ag: Po prostu nie jest teraz zbytnio sobą i nie ma nastroju na rozmowy, a już zwłaszcza z większą ilością osób.
Ca: A czy chociaż Ludmiła może iść? Wiadomo przecież, że z całej naszej paczki są ze sobą najbardziej związani.
Ag: Naprawdę nie wiem czy to jest na pewno dobry pomysł.
Lu: Proszę. Nie wiem co się z nim dzieje, ale nie powinien być teraz sam.
Widziałem po niej, że coraz to bardziej się waha...jako, że nie odpowiadała zaczęłam tracić nadzieję na to, że mi pozwoli.
*W tym samym czasie w domu*
*Federico*
Fe: Dlaczego...dlaczego to się tak skończyło?
G: Jeszcze nic nie wiadomo…
Fe: Przecież widziałeś...to nagranie...ta puszka...ona nie żyje...została spalona...i to wszystko moja wina…
W tym momencie załamał mi się głos.
G: Federico...to nie jest Twoja wina…
Fe: Jest. Gdybym wtedy ją powstrzymał…
G: Próbowałeś ją powstrzymać. Nie zapominaj o tym.
Fe: Powiedziałem, że jej nienawidzę...przez cały ten czas oskarżałem ją o to, że do nas nie wraca. Nienawidziłem jej za to, mimo iż tak naprawdę była więziona, wykorzystywana i torturowana.
Na końcu ją spalił. Niby jak mam się za to nie obwiniać?
G: Normalnie. To nie ty jej to robiłeś, dlatego to nie jest twoja wina. Poza tym nie wiadomo nawet czy w tej puszcze są naprawdę jej prochy.
Fe: O czym ty mówisz?
Spytałem się zdziwiony, a zarazem nadal zapłakany.
G: Zanim przyszedłem, razem z mamą byliśmy w biurze zanieść tą puszkę. Gdy przyjdą wyniki dowiemy się jaka jest prawda.
Fe: To i tak nie zmienia faktu, że nie żyje.
G: Nie wiemy tego na 100%, dlatego nie warto tracić nadziei.
Fe: Jej już nie ma. Sam doskonale widziałeś jak jest palona.
G: Federico…
Fe: Wyjdź.
Powiedziałem to kamiennym głosem.
G: Fede…
Fe: Idź stąd!
Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale mu na to nie pozwoliłem. Nie chciałem go słuchać. Gdy wyszedł zrezygnowany znowu zacząłem płakać. Gdy wyszedł zrezygnowany znowu zacząłem płakać. Wiem, że go zraniłem, ale nie mogę nic na to poradzić. Sam nie wiem co się ze mną dzieje.
Nie jestem w stanie kontrolować swoich emocji, zachowania...tylko dlaczego?
Hej, tak wiem znowu po raz kolejny was zawiodłam tak długo się nie odzywając. Strasznie ale to strasznie was przepraszam. Mam nadzieję, że ten rozdział chociażby w najmniejszym stopniu wam go zrekompensuje. Nie wiem już nawet jak się mogę wam wytłumaczyć. Brak czasu? Szkoła? Wtedy to by miało jakiś sens, ale nie jak są wakacje. I jeszcze dodatkowo zawsze pozostają weekendy prawda? Naprawdę bardzo was przepraszam za wszystko oraz za wszystkie błędy i jakoś rozdziału.
Czy według was Angie pozwoli Ludmile odwiedzić Federico?
Czy dziewczyna pozna prawdę?
Jakie są wasze teorie i pomysły na rozbieg wydarzeń itp. rzeczy?
No to teraz informacje. Jednakże na początku dam małe życzenia.
Życzymy wam razem z Psychą wszystkiego co najlepsze. Samych uśmiechów, dużo odpoczynku, dla blogerów/rek mnóstwa weny oraz przede wszystkim byście się nie nudzili i spędzili jak najlepiej swój czas.
No to teraz informacja połączona z pytaniami. Przyznam się szczerze, że kilka razy chciałam odejść z blogera, po to by ustąpić miejsca nowym, lepszym osobom, które dopiero co zaczynają.
Jednak za każdym razem powstrzymywała mnie myśl, że naprawdę polubiłam pisanie dla Was oraz, że trudno mi będzie porzucić te dwa opowiadania tak bez kończenia ich. Dlatego też mam kilka pytań.
Czy nadal chcecie czytać te moje wypociny?
Oraz czy przede wszystkim ktoś tu jeszcze został?
Czy może lepiej definitywnie skończyć?
Pytam, ponieważ sama mam mam mętlik w głowie. Z jednej strony, głupio mi będzie tak nagle odchodzić, ale z drugiej czy zostanie tutaj ma jeszcze jakikolwiek sens?
Jak na razie będę się z wami żegnać. Także do następnego rozdziału...albo zakończenia…
Saludos
Fresa

piątek, 11 maja 2018

OSTATNI DZIEŃ One Shot: ,,Naxi- średniowieczna miłość."

Na zakończenie 4-dniowego wyzwania zapraszam na one shota, którego napisałam już dosyć dawno na konkurs, który zorganizowała na swoim blogu Miss Blueberry. Link, przeprosiny oraz reszta informacji znajdzie się na dole.


Cytaty: Ciemność nie zawsze oznacza zło,
A światło nie zawsze niesie ze sobą dobro. "Dom Nocy" P.C. Cast+ Krsitin Cast
Ostrzeżenia: Trochę przemocy. Praca może zawierać różnego błędy językowe.
Ona: siedemnastoletnia dziewczyna od dzieciństwa wychowywana w najuboższej warstwie społecznej. Nieufna w stosunku do bogatszych, ale miła i życzliwa. Zawsze stara się pomagać innym. Jej pasjami są muzyka i zielarstwo. Jako jedyna ze swojej warstwy posiada umiejętność pisania i czytania. Realistka, która nie wierzy w miłość.  
On: siedemnastoletni książę żyjący w swoim idealnym świecie. Pomocny dla osobników z jego kręgu, ale uprzedzony do biedniejszych ludzi. Uważa ich za bezwartościowe śmiecie. Wydaje się być zepsutym do reszty. Olewa szkołę i naukę. Woli imprezy i przelotne romanse z księżniczkami. Rodzina uważa go, za "idealnego synka" dlatego wszystko uchodzi mu na sucho. Interesuje się muzyką, choć tego nie pokazuje.

Ciemność nie zawsze oznacza zło,
A światło nie zawsze niesie ze sobą dobro."
*Narrator*
Dwa światy. Dwie różne historie. Dwóch ludzi różniących się wieloma rzeczami. Nie wiedzący o swoim istnieniu. On żyjący w dostatku, nie przejmujący się niczym. Ona pochodząca z ubogiej rodziny, w której nigdy nie wiadomo kiedy przyjdą po podatki.
Lecz co się stanie, kiedy się spotkają?
Czy ich życie odmieni się na lepsze czy jednak gorsze?
*Natalia*
Wstałam, otworzyłam okno, przebrałam się i cicho wyszłam z pokoju nie chcąc obudzić swojej młodszej siostry. Wykonałam wszystkie poranne czynności, przywitałam się z rodzicami i wzięłam miskę. po czym poszłam po wodę. Nie zdążyłam się nawet zorientować, kiedy Lena pojawiła się obok mnie i która natychmiast zaczęła zarażać mnie swoim optymizmem.
L: Czemu mnie nie obudziłaś?
Na: Cześć, nie chciałam cię jeszcze budzić.
L: Przecież zawsze chodzimy razem o tej porze. Zapomniałaś?
Na: Tak, przepraszam.
L: Czyżbyś się zakochała?
Na: Nie. przecież nie ma czegoś takiego jak miłość.
L: To może w takim razie te twoje ziółka ci zaszkodziły?
Na: Czego ty już nie wymyślisz. Dobrze, w takim razie zapomnij, że będę dodawać do dań zioła.
L: Nie, nie tylko nie to, błagam.
Na: Haha. Dobrze w takim razie napełnij swoją miskę i idziemy do domu.
L: Dobrze.
Gdy wróciłyśmy, to zaczęłyśmy pomagać w domu. Zjadłyśmy małe śniadanie, wzięłyśmy koszyki i posłyszmy do pewnej starszej pani. Zajmowała się zielarstwem i traktowała nas jak rodzinę. Zresztą z wzajemnością, nawet nasi rodzice ją lubili. Uczy nas wszystkiego i dzięki niej umiemy czytać i pisać. To znaczy Lena uczy się dopiero od miesiąca. Ukończyła piętnaście lat, więc może spokojnie ze mną chodzić. Angelika traktuje nas jak wnuczki, więc mówimy do niej po prostu babcia. Co jeszcze bardziej nie zwykłe pomimo swojego wieku jest w doskonałej formie. Zapewne jest to spowodowane ziołami. Bardzo lubimy słuchać jej opowieści, chociaż większość ludzi z tzw. ,,wyższych sfer" nazwała by ją ,,czarownicą." Ale dla nas jest wspaniałą nauczycielką i towarzyszką, a jej zioła uleczyły już wielu ludzi. Mieszkała jednak w lesie, z daleka od ludzi. Jej ogródek mienił się wszystkimi kolorami tęczy, a po wejściu do domu można było poczuć cudowny i relaksacyjny aromat suszonych ziół. W ramach dodatkowej nauki z chęcią jej pomagamy. Dlatego z wielką radością mieszałyśmy i dodawałyśmy różne składniki. Na koniec po kilku godzinach, czyli tak około piętnastej dostałyśmy kolejną porcję ziół leczniczych i poszłyśmy do domu, by pomóc tam rannym i chorym ludziom. Musiałyśmy jednak uważać na straże, które akurat eskortowały rodzinę królewską. Gdyby zobaczyli, że używamy ziół, to źle by się to skończyło.
*Maxi*
Wstałem jak zwykle ok. jedenastej, zadzwoniłem dzwonkiem i dostałem śniadanie do łóżka.
S(Służąca): Proszę, oto pańskie śniadanie. Czy życzy sobie pan coś jeszcze?
Ma: Nie. Zniknij mi z oczu ofermo. Pff biedaki.
S: Głupi bogacz.
Ma: Co ty tam wymamrotałaś?
S: Dobrze panie.
Ma: Mam taką nadzieję. Co ty tu jeszcze robisz?
S: Już idę panie.
Wyszła zostawiając mnie samego. Po skończonym posiłku umyłem się i ubrałem po czym wyszedłem na dwór spotkać się z przepięknymi dwórkami i wybrać sobie z pośród nich kolejną panienkę. Nie obchodziło mnie to, że zostawiłem po sobie bałagan. Przecież te sieroty to posprzątają, za coś przecież dostają pieniądze prawda? Otrzymują wynagrodzenie, a jeszcze narzekają, naprawdę nie rozumiem dlaczego. Ale no cóż co się będę przejmować tą hołotą. Mam ciekawsze rzeczy do roboty. Zacząłem rozmawiać z jakąś brunetką, gdy nagle przyszła ta sama służąca oznajmiająca, że rodzice wołają mnie na rozmowę. Dlatego niechętnie ale poszedłem.
Ma: Witajcie.
K(Król)/Kr(Królowa): Witaj synu.
Ma: O co chodzi?
Kr: Pojedziesz dzisiaj z nami na wieś.
Ma: Ale po co?
K: Żeby zobaczyć jak to jest oraz nabrać doświadczenia.
Ma: Doświadczenia? Niby jakiego?
K: Co się robi z tymi, którzy nie płacą.
Kr: Oraz, żebyś poznał nasze przywileje.
Ma: Przecież je znam.
Kr: Nie wszystkie.
Po chwili znowu weszła mówiąc, że karoca jest już gotowa. Nie pozostało więc już nic innego jak do niej wejść i pojechać pomiędzy tych biedaków. Ledwo tam wjechaliśmy, już chciałam wracać. Ci dajmy na to ludzie wzbudzali we mnie olbrzymie obrzydzenie, ale trzeba przyznać. Niektóre wieśniaczki były niczego sobie. Powóz zatrzymał się przed jednym z domów. Razem z tatą, z niego wysiedliśmy. Czekałem z niecierpliwością na dalszy rozwój wydarzeń. W oddali zauważyłem małą grupkę ludzi na oko w moim wieku. Pewnie to jakiś gang.
N(Nieznajomy): Błagam litości. Nie mam z czego zapłacić. Proszę dać mi więcej czasu panie.
K: Znasz zasady.
Kopnął go.
N: Błagam, nie mam z czego zapłacić.
Ponownie to zrobił. Tyle, że mocniej.
K: W takim razi twoje córki lub córka będą zapłatą.
W tym samym czasie odwróciłem się na chwilę i nagle ktoś na mnie wpadł. Zacząłem syczeć.
Ma: Uważaj sieroto!
Była to jakaś przerażona brunetka, której z koszyka wyleciały jakieś zioła.
Na:...
Ma: Co?! Zabrakło ci języka w gębie?!
Nie odpowiedziała, tylko zaczęła zbierać zawartość koszyka. Widząc to zacząłem je deptać. Po chwili przybiegła reszta.
Na: Pogięło cię?! Myślisz, że skoro jesteś bogaty, to ci wszystko wolno?!
Ma: Jak śmiesz się tak do mnie odzywać?!
Właśnie wtedy odezwał się ten dorosły biedak. Zresztą mój tata też.
K: A więc tu jesteś? W dodatku razem z przyjaciółmi? Wspaniale.
N: Uciekajcie.
Nieznajoma nadal zbierała zioła ani myśląc uciekać.
L: Chodź już.
Na: Ale...
L: Żadnego ale. Chodź.
Wszyscy zaczęli uciekać. Po chwili nie było już ich widać.
K: Dobrze. Żeby pokazać jak bardzo jestem łaskawy dam ci dwa tygodnie.
N: Dziękuję.
K: Wracamy synu.
Ma: Nareszcie tato.
Wsiedliśmy i wróciliśmy z powrotem do zamku. Poszedłem na samotny spacer. Bardzo lubię takie spacery. Mogę na nich spokojnie pomyśleć i pośpiewać. Śpiewając doszedłem już prawie nad sam brzeg rzeki. Usiadłem pod jakimś drzewem, gdy nagle usłyszałem czyjś śpiew.
*Natalia*
Odbiegłam z przyjaciółmi z pozbieranymi ziołami. Biedny tata. Nie dość, że jest schorowany to teraz jeszcze coś takiego. Nie wierzę, jak można być tak podłym. Nie pozwolę aby zrobili coś Lenie, a tym bardziej ją zabrali. Szybko się rozdzieliliśmy. Umówiliśmy się na spotkanie w naszym tradycyjnym miejscu. Gdy upewniłam się, że nikt mnie już nie widzi, zaczęłam śpiewać i spacerować. Nad brzegiem rzeki usiadłam pod drzewem, aż nagle usłyszałam śpiewający głos po drugiej stronie. Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś miał taki wspaniały głos. Przestałam i usłyszałam, że nieznajoma osoba zrobiła to samo.
Ma: Kto tam jest?
Gdzieś już słyszałam ten głos. Nie wiem tylko gdzie.
*Narrator*
Wyglądało to trochę dziwnie. Ona wychodzi z jednej strony, a on z drugiej. Tak się przez jakiś czas gonili, aż wreszcie się spotkali. Nawet nie wiecie jakie było ich zdziwienie na swój widok.
*Natalia*
Ma: Ty?
Na: Też się ciebie nie spodziewałam.
Ma: Co ty tu robisz?
Na: Nie sądziłam, że taka wielce wspaniała osoba jak ty, będzie siedzieć pod drzewem. W dodatku sam.
Ma: Nic ci do tego. Poza tym spadaj stąd nieudacznico. To moje miejsce!
Na: Ah tak? Niby dlaczego? To nie jest niczyi teren, więc mogę tu spokojnie przebywać.
Ma: Idź stąd bo...
Na: Bo?
Ma: Bo cię walnę.
Na: Proszę bardzo.
Dał mi z liścia. Tylko się zaśmiałam i oddałam mu dwa razy mocniej. Po czym sobie poszłam zostawiając go leżącego, nic sobie nie robiąc z jego krzyków. Zobaczyłam przyjaciół, którzy patrzyli się na tą scenę.
L: Dobra robota. Dałaś mu popalić.
Na: Dzięki.
An: Jak myślicie pójdzie na skargę do rodziców?
Di: Niech tylko spróbuje. Poradzimy sobie z nim.
L: To gdzie teraz idziemy>
Di: Może po nowe leki? Jak myślicie da nam nową porcję?
Na: Raczej tak. W końcu zawsze można przecież wszystko wyjaśnić i opowiedzieć o tym ci zaszło.
Poszliśmy więc do: ,,babci", w nadziei, że dostaniemy kolejną porcję. Starałam się zbytnio nie myśleć o tym chłopaku, którego nawet nie znam. Wiem jedynie, że bosko śpiewa i jest bogaczem. Obym go więcej nie spotkała.
*Maxi*
Nadal nie mogę w to uwierzyć. Jak to możliwe, by ta biedaczka była tak bardzo utalentowana? Nie zmienia to jednak faktu, że jest nikim. Słysząc ich rozmowę, przypomniałem sobie nagle, co kiedyś powiedzieli mi rodzice o ludziach rozdających zioła. Dokładnie rzecz mówiąc mówiono o nich, że mają konszachty z diabłem. Za tym idzie to, że stosują czarną magię. Takie osoby są łapane przez specjalistów, a pozostali ludzie z ,,wyższych sfer" trzymają się od nich z daleka. W końcu kto chciałby zostać opętany przez szatana? Normalnie poszedłbym za nimi, w celu zdemaskowania ich. Ale właśnie uświadomiłem sobie, że mam spotkanie. Gdy doszedłem już do zamku, postanowiłem już więcej o niej nie myśleć i zająć się piękną dwórką.
*Narrator*
Przez resztę dnia zachowywali się normalnie. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Obydwoje zajęci swoimi sprawami, zapomnieli o spotkaniu i o sobie nawzajem. Przez kilka następnych dni w ogóle się nie widzieli. Było im to obu na rękę. Te kilka dni nie były dobre, a przynajmniej nie dla niej. On przez ten czas zastanawiał się dlaczego ona była taka zbuntowana w stosunku do niego.
*Natalia*
Siedziałam sobie nad brzegiem jeziora płacząc. Starałam się śpiewać na uspokojenie, jednak nie mogłam. Nie teraz, kiedy ze zdrowiem taty jest coraz gorzej, a nam wciąż brakuje pieniędzy na zapłacenie podatków. Po chwili usłyszałam śpiew, ten śpiew. ,,Znowu on? Dlaczego teraz?"- pomyślałam. Otarłam łzy i wpatrywałam się w rzekę, uparcie milcząc. Chociaż przyznaję, że mnie zdziwił. Nawet bardzo.
*Maxi*
Uznałem, że dobrze będzie jak się do niej zbliżę. Zdobędę dowody na to, że ona i jej towarzysze spiskują z diabłem. Ochronię dzięki temu całą naszą warstwę społeczną. Co do opętania, jestem prawie, że pewny, że tak się nie stanie. Wystarczy, że nie dam się jej omamić. Poszedłem nad rzekę śpiewając i ją zobaczyłem. Wydawało mi się, że płacze. ,,To coś ma w ogóle uczucia?"- zdziwiony tak właśnie pomyślałem, lecz założyłem na twarz maskę i podszedłem do niej.
Ma: Hej.
Odpowiedziała bardzo cicho, nie odwracając się.
Na: Cześć.
Ma: Jak się nazywasz?
Na:...
Ma: Jestem Maxy, a ty?
Na:...
Ma: Nie zamierzasz odpowiedzieć?
Na: Natalia.
Ma: Co się stało?
Na: Nie twoja sprawa.
Ma: Może mógłbym jakoś pomóc...?
Na: Nie, nie możesz.
Ma: Dlaczego?
Na: Ponieważ nie powinno cię to w ogóle interesować. poza tym od kiedy niby dobrowolnie rozmawiasz z osobą z ,,niższych sfer"?
Ma: Nic o mnie nie wiesz.
Na: Tak, jak ty o mnie i wiesz co? Najlepiej niech tak zostanie.
Odeszła. Przechodząc obok spojrzeliśmy sobie w oczy i poczułem coś dziwnego. Nigdy wcześniej się tak nie czułem. To bardzo dziwne. Po przyjściu do domu, tradycyjnie spotkałem się z jedną księżniczką. Jednakże dzisiaj było zupełnie inaczej. Nie wiem co się ze mną dzieje, ale jakoś nie cieszyłem się z tego spotkania i myślami wciąż powracałem do Natalii. ,,Nie! Muszę przestać o niej myśleć. To jest zwykła czarownica"- skarciłem siebie w myślach i powróciłem do spotkania.
Lu: Maxi czy coś się stało?
Ma: Nie Ludmiło, dlaczego pytasz?
Lu: Jesteś jakiś zamyślony.
Ma: Po prostu twoja boskość mnie oszołamia. Może wejdziemy do środka?
Lu: Dobrze, mój książę.
Weszliśmy do środka i zająłem się Ludmiłą. Skupiłem na niej całą swoją uwagę i jakoś tak minęła mi reszta dnia. Dopiero wieczorem napadały mnie jakieś dziwne wyrzuty sumienia.
*Natalia*
Odeszłam, zostawiając go samego. Po spojrzeniu sobie w oczy poczułam coś dziwnego w sercu. Jakieś takie ciepło i szczęście. Nigdy wcześniej się tak nie czułam. Wróciłam do wioski i poszłam z przyjaciółmi na łąkę. Nie mogę przestać o nim myśleć.
L: Naty halo, tu ziemia.
Na: Co? Mówiliście coś?
Di:L Tak. Doszliśmy do wniosku, że ten tchórz się nas przestraszył. Co z tobą?
Na: Nic, co ma być?
L: Ten wzrok...Natalia ty się zakochałaś!
Na: Co?
An/Di: Nareszcie.
L: W kim?
Na: O co wam chodzi? W nikim się nie zakochałam. Przecież nie jestem do tego zdolna.
Le: To niby o czym myślałaś?
Na: O rodzajach ziół, jakie musimy zebrać.
Le: Hm...
Na: No co?
Di: Uznajmy, że ci wierzymy.
Do końca dnia już więcej o tym nie rozmawialiśmy. Zakochałam się? Niby w kim? O nie, tylko nie on. Nie Maxi, nie. On jest bogaczem, nie mogę mu ufać. Zwłaszcza, że miłość nie istnieje. Na tym rozmyślaniu upłynął mi cały wieczór.
*Narrator*
Od tego dnia codziennie się spotykali i coraz bardziej się w sobie zakochiwali. Stał się cud. Król nie przyjechał ustalonego dnia po podatki, dając rodzinie Natalii więcej czasu, a jej tacie polepszyło się zdrowie. Nasza dwójka mimo wzajemnej miłości i zaufania nie potrafiła wyznać sobie uczuć, aż pewnego dnia wszystko się zmieniło...
*Maxi*
Dzisiaj. Postanowiłem sobie w duchu, że ją pocałuje i wyznam jej miłość. Poszedłem do niej i wyznałem jej miłość, po czym delikatnie ją pocałowałem. Tę cudowną chwilę przerwali jej przyjaciele,
*Natalia*
Usłyszałam jak idzie. Odwróciłam się i gdy tylko go zobaczyłam, to serce zaczęło mi szybciej bić. Kocham go, jestem tego pewna.
Ma: Natalio muszę ci coś powiedzieć.
Na: Mów mi Naty. O co chodzi?
Ma: Kocham cię Naty.
Na: Ja ciebie też.
Ma: Zostaniesz moją dziewczyną?
Na: Tak.
Zaczęliśmy się całować. było naprawdę cudownie, aż nagle zjawili się moi przyjaciele.
Di: Czego od niej chcesz?!
Podbiegł i stanął między nami.
Na: Nie, zostaw go.
Le: Dlaczego akurat w nim?
An: Odwal się od niej.
Na: Zostawcie go. On nic nie zrobił.
Di: Jak mogłaś mu zaufać?
Na: Zakochałam się w nim. Proszę zaakceptujcie to.
Di: Co?! Jak ty to sobie wyobrażasz?
Na: Błagam.
Di: Co ty jej zrobiłeś?
Ma: Nic. Nigdy jej nie skrzywdzę.
Di: Udowodnij to.
Ma: Zrobię wszystko, ponieważ ją kocham. Rozumiesz?
Po tych słowach podszedł i mnie objął. Nie broniłam się, tylko się wtuliłam.
Le: Nie musi nic udowadniać. Wierzę mu.
An: Ja też.
Di: Dlaczego?
An: Może akurat nas zadziwi?
Di: No dobrze, ale pamiętaj. Mam cię na oku.
Ma: Dobrze.
Na: Dziękuję.
*Narrator*
Mijały kolejne dni. Nasza para była ze sobą coraz bardziej szczęśliwsza. Paczka coraz bardziej się do niego przekonywała, a on przekonał się, że wcale nie uprawiają czarnej magii. Wręcz przeciwnie polubił Angelikę, pomagał im i sam zajął się szkołą. Od momentu, w którym się zakochał przestał romansować, porzucił swoje dawne obyczaje. Ona nareszcie uwierzyła w miłość. Jednakże nie było im dane długo korzystać z tej radości.
*Maxi*
Jechałem znowu karocą z rodzicami na wieś. Niby nic zwykłego, ale tym razem na głównym palcu było mnóstwo ludzi, z różnych ,,warstw".
Ma: Co się tutaj dzieje?
Kr: Będą palić czarownicę, nie jaką Angelikę.
Po usłyszeniu tej wiadomości, od razu wybiegłem z niedawno zatrzymanego pojazdu i chciałem znaleźć moją dziewczynę. Wreszcie odnalazłem ją całą zapłakaną w tłumie.
Ma: Naty!
Na: Jak mogłeś tak po prostu udawać?!
Ma: O co ci chodzi?
Na: Śledzili cię, czy sam ich przeprowadziłeś?
Ma: Co?
Na: Dlaczego?
Nagle rozdzielił nas krzyczący tłum. Nie mogłem jej znaleźć. Nagle usłyszałem jakiś krzyk. Odwróciłem się w stronę stosu, na którym palona była kobieta. Wtedy ją ujrzałem.
Na: Sadyści! Jak możecie ją tak po prostu zabijać bez żadnego powodu?!
K(Kat): Ty. Byłaś razem z nią wtedy potworze.
Na: Sami jesteście potworami! Oskarżacie nas bez powodu!
K: Pomagałaś tej czarownicy. Jesteś taka sama jak ona, dlatego czeka cię śmierć. Straże łapie ją.
Podeszli i nawet nie wiedziała, kiedy już ją trzymali.
Na: Co? Zostawcie mnie.
K: Tak. Książę nie wiedział, że jest śledzony.
Wyrywała się, natychmiast zacząłem biec w jej stronę. Lecz zanim tam dotarłem była już na płonącym stosie.
Ma: Naty! Nie, zostawicie ją.
Na: Maxi! Zostaw mnie.
Ma: Nigdy.
Na: Idź.
Ma:  Pójdę za tobą nawet w ogień.
Już miałem tam wskoczyć i ją ratować. Niestety zostałem odciągnięty.
Ma: Nie!!!
Patrzyłem jak zjadają ją płomienie. Nagle ogień został zgaszony, a ona została ściągnięta. Natychmiast do niej podbiegłem. Jednak było już za późno. Patrzyłem na jej mocno poparzone ciało, które położyłem u siebie na kolanach.
Ma: Natalio, obudź się, błagam.
Na: Maxi...kocham...cię.
Ma: Ja ciebie też.
Uśmiechnęła się lekko na moje słowa, po czym zmarła.
Ma: Nie, proszę nie.
K: Panie, ta wiedźma rzuciła urok na pańskiego syna.
Już ich nie słuchałem. Wstałem, wziąłem najbliżej leżące ostrze i wbiłem je sobie w tchawicę. Nie zważałem na krzyki. Moja ukochana nie żyje, nic się już dla mnie nie liczy. 
*Natalia*
O procesie dowiedziałam się jak szłam ulicą. Nie mogłam w to uwierzyć. Maxi nie mógł nas zdradzić. Nie on. Razem z przyjaciółmi próbowaliśmy jakoś temu zapobiec, lecz nam się nie udało. Poczułam jakiś dziwny niepokój i pożegnałam się w razie wu z rodziną i przyjaciółmi. Potem strach ustał, a ja pożegnałam się z ukochanym.
*Narrator*
Po tych wydarzeniach nastąpiła wojna. Wszyscy dali upust swojej nienawiści i szaleństwu. Rozpoczęło się piekło. Krew lała się litrami, trupy padały na ziemię, a ogień pochłaniał wszystko i wszystkich. Ci, którzy jeszcze żyli walczyli chodząc dosłownie po trupach, w kałużach krwi i pośród gęstego dymu, Tą straszliwą rzeź zakończyła wszechobecna śmierć. Nikt nie przeżył. Mijały wieki, a na opuszczonych ziemiach nadal słychać głosy rozpaczających dusz i dwojga kochanków, którym nie dane było być razem za życia.
~~KONIEC~~
Od autorki. Witam, jeżeli dotrwałeś do końca to gratuluję. Pisząc to chciałam abyś zrozumiał drogi czytelniku jak bardzo ludzkie wymysły mogą zniszczyć życie. Władza, bogactwo i popularność są niczym w porównaniu ze śmiercią i miłością. Pamiętaj ludzka głupota może kosztować życie jednej lub wielu osób.

Jeżeli jeszcze jej nie znacie to proszę oto link do jej bloga link do jej bloga, w raz z potwierdzeniem, że wzięłam w niej udział. Miss Blueberry przepraszam, że nie komentuję i nie odwiedzam twojego bloga. Rzecz w tym, że nie mam na to czasu. To samo kieruję do reszty blogerek. W miarę możliwości będę czytać, komentować oraz obserwować wasze blogi. Tak samo postaram się jak najczęściej, albo chociaż regularnie dodawać nowe posty w weekendy. Przepraszam również za to, że dodaję nowego posta dopiero o tej godzinie. To by było na tyle, do zobaczenia.
Saludos
Fresa